Dobry copywriter 4.1. Głosowy copywriter

Bardzo lubię pracować w sobotę i niedzielę, bo niby człowiek tyra jak w każdy inny dzień tygodnia, ale jednak cieszy się, bo już weekend. Ale nie o tym.

Gdy pytają, czy dużo czytam, odpowiadam, że owszem. Tyle że głównie siebie. Znaczna część każdego dnia upływa mi bowiem na czytaniu własnych tekstów w poszukiwaniu błędów. Tak jak polski poeta Wat, gdy redagował komunistyczne pisemka, bał się, że zamiast Stalin napisze “Sralin” i będzie kulka w łeb, tak ja się boję, że zamiast “najlepsza dmuchawa do liści naszej firmy” napiszę np. “dziesiąty Antychryst” i będzie klient niezadowolony. Dlatego właśnie czytam każdy tekst kilka razy.

I do tego na głos. Przez to codzienne czytanie na głos tak bardzo przyzwyczaiłem się do barwy swojego głosu, że odczuwam niepokój, gdy przestaję go słyszeć. A cóż to za głos, cóż to za rejestry? To wszystkie rejestry, to istny bas-teno-ryton. Cóż to za skala? Moi drodzy, to wyjebało dawno ponad skalę! Jest taki jeden głos, piękny, mądry i powabny… i wiecie co? I właśnie to czyta w poszukiwaniu błędów!

Tak jak przyszła matka uspokaja swoim głosem dziecko, tak ja swoim głosem muszę uspokajać siebie. Zawsze wtedy, gdy zaczynam kopać. Doszło do tego, że sam zadaję sobie na głos pytania, które wymagają odpowiedzi. Byle tylko usłyszeć swoje zdanie w tej kwestii. Bo najważniejszy jest dialog. A zarazem monolog. To wspaniałe tak mówić i słyszeć jednocześnie, jedna półkula mózgu mi mówi, druga słyszy, gdybym tylko miał trzecią, to cały czas byśmy o niej rozmawiali.

To cały ja. Ludzie nazywają mnie różnie, przeważnie debilem w ciele idioty. Jestem jednak głuchy na zawistnych głosy.

Dodaj komentarz