Dobry copywriter 4. Zdechły copywriter

Jak to się mówi w branży – jaka stawka, taka treść; chujowe wytyczne, chujowy tekst. Ale to tylko dygresja. Gdy pytają, gdzie widzę siebie za parę lat, mam ochotę opowiedzieć z pikantnymi szczegółami swoją najśmielszą fantazję. Wygląda ona tak, że gdy będę przeczuwał, że nieuchronnie nadchodzi spadnięcie me z rowerka, zarezerwuję wszystkie możliwe zlecenia od wszystkich agencji marketingowych z terminem wykonania na zaraz albo na przedwczoraj. Od samych najważniejszych klientów. Na których im zależy. A mi zupełnie nie, bo to ich klienci, nie moi, ja z nimi świń nie pasłem. W przeddzień deadline’u mojego i zleceń ustawię w skrzynce pocztowej autoresponder. I gdy zaczną upominać się o teksty, otrzymają odpowiedzieć, że osiągnąłem ostateczną jedność z Google Docs w wiecznym procesie recyclingu contentu. I wtedy pan content manager napisze do mojej dziewczyny, która również z nimi współpracuje:

– Witaj, czy wzięłabyś 500 k znaków na wtorek (jutro) dla ważnego Klienta (wymagającego) !1? Płacimy jak zwykle – gówno. Pozdrawiam.

– A ona odpisze, jak ją znam, że we wtorek (jutro) pogrzeb Jacunia serdecznego, więc nie bardzo.

– Witam, a na środę (pojutrze) do 12 dałabyś radę? O 13 mamy szkolenia z ryb łowienia i pielenia !1? Pozdrawiam – zapyta i pozdrowi uprzejmie.

Dowodem miłości transcendującej doczesność będzie, jeśli nie weźmie na środę do 12.

Dodaj komentarz