Czekanie

Kiedy prowadzisz fanpage cztery lata i nieuczciwą pracą, krwią, kotem i mieszaniem z błotem wywalczyłeś dwóch stałych lubujących, tworzy się między wami jednostronna – niemniej bardzo silna – więź emocjonalna. I dopiero wtedy, gdy pod świeżutkim, a już zgniłym postem pojawią się znajome dwa polubienia, oj wtedy dopiero wiesz, że się dokonało.

Z drugiej strony każdy brak polubowania z wyczekiwanych dwóch dotyka cię do żywego. Pezet mawiał w takich chwilach “dobrze, że nie wiesz co u mnie, bo pękłoby ci serce”. Ale na Tobie pęka coś o wiele ważniejszego – naskórek, bo taki jesteś delikatny.W pierwszej chwili więc nie dowierzasz. Później stwierdzasz, że jeszcze ta osoba nie zobaczyła lub wkurwiasz się, że zobaczyła i nie polubiła. Jeszcze później zaczynasz się o nią martwić. Prześwietlasz ją, aby upewnić się, że wszystko u niej ok. Jeśli jest ok, to wracasz do punktu poprzedniego i wkurwiasz się, że nie polubiła. W głębi duszy życzysz jej, żeby nic u niej nie było już ok, bo między wami od tej pory już nie jest ok. Bo nie polubiła. Promujesz post za 50 złotych, brudny, śmierdzący banknot. Niech zobaczy, że masz gest i kurwa innym się podoba bardzo. I śmieszy.

No ale w zasadzie to dlaczego ta jedna osoba nie polubiła? Czytasz pięć razy wrzucony tekst. Jesteś więc nie tylko autorem, lecz także autotrofem. Organizmem samożywnym, który sam z siebie sobie wytwarza pokarm dla ducha. Więc tak sobie czytasz i dochodzisz do wniosku, że powinien się podobać. Niby dawno wyjebane jak zęby mleczne i parę stałych, ale jednak piszesz kolejną historyjkę podobną do tych, które jedna z dwóch osób lubujących nagradzała sercem. Pękniętym sercem Pezeta i Baczyńskiego. Albo śmieszną mordą. Wrzucasz ten tekst i czekasz. Lajkują jakieś 2 inne osoby. Ale tamta nie. Pełno nas, a jakoby nikogo nie było. W chuj niemiło ubyło. Dajesz kolejne 50 zł na promocję, bo już ci nie zależy, bo świetnie sobie radzisz. Przybywa lajków. Tego jednego nie. Nie czujesz spełnienia, myślisz więc sobie, mam to w chuju, wypierdol mnie ze swojego życia. Chorzy ludzie, chory świat. Trzeba się od niego odciąć i Harego Potera oglądać jak debil, bo to świat dobry i magiczny. A przede wszystkim bezpieczny. W końcu jednak zdobywasz się na odwagę i dzwonisz.

– tato czytałeś mój ostatni tekst?-

– no

– czemu nie polubiłeś

– zapomniałem

– no to polubisz?

– no

– dzięki

Podobno prawdziwa sztuka broni się sama. Moja tylko nadstawia drugi policzek.

Dodaj komentarz