Nieporozumienie

Mam takie przyzwyczajenie, że idąc wielkomiejskim trotuarem, mówię uprzejme “dzień dobry” mijanym gołębiom, aby poczuły się nieco lepiej w kraju, w którym wszyscy ich nienawidzą. Za to, że załatwiają się gdzie popadnie. Jakby nie robili tego samego ludzie na skwerkach, nad rzeczką, za rogiem, skurwieni taterką i zolpidemem. Popijając taterką zolpidem, który mieli łykać, żeby zasnąć bez tatetrki.

Pewnego razu więc, gdy witałem się z pięknym pierzastym łaciakiem, który w innym życiu byłby bez wątpienia krową, z naprzeciwka szedł akurat sąsiad i – sądząc, że to do niego – z entuzjazmem odpowiedział na pozdrowienie. Było to jedno z największych nieporozumień mego niezwykłego życia, na myśl o którym do tej pory odczuwam niesmak.

Dodaj komentarz