Kulbasy


Zawsze wiedziałem, że spokojne może być życie, morze, zwłaszcza Martwe, a także dziecko na fotelu dentystycznym po syropku Dormicum. Ostatnio przeczytałem jednak, że spokojne może być także wino. I bardzo dobrze, bo tego tylko brakowało, żeby i ono coś odjebało w tych niespokojnych czasach.

Ale nie o tym. Dziś o kulbasach.

Parę dni temu, spacerując po mieście, niby bez celu, ale jednak czynnie stanowiąc przeciwwagę dla pogardzanych etatowców, dostrzegłem staruszkę, która szła krokiem niepewnym, trzymając w siatce potężnych rozmiarów chleb. Wkrótce pojąłem, że pragnie ona z tym chlebem, królem chlebów, przejść na drugą stronę ulicy, korzystając z pobliskiego przejścia podziemnego. Postanowiłem więc jej pomóc, bo ona taka drobna, słaba, a chleb taki duży, więc sama by go nie zjadła.

Uprzedził mnie jednak jakiś młodzieniec. Chwycił staruszkę pod rękę i zanucił jej przedwojenną piosenkę. Poszedłem więc za nimi z nadzieją, że jak się oboje przewrócą, to pomogę wstać i w ramach podziękowania dzielenie chleba stanie się i moim udziałem. 

Gdy tak szedłem, jak żółw co goni kamień, usłyszałem moim gadzimi uszami, co nie wystają z czaszki, jak staruszka pyta chłopca:

-Czy jesteś moim wnukiem? Bo nie widzę.

A on odpowiada:

-Bardzo możliwe. Moja babcia nie żyje.

A ona na to:

– Miałam zięcia, też umarł. Pił, później ograniczał, tak się ograniczał, że się dograniczył.

– A kim był? – zapytał on.

– Piekarzem – odparła.

Usłyszawszy to, zupełnie straciłem ochotę na chleb. Jednak dzień ten nie zaliczam do dni straconych. W pobliskim dyskoncie kupiłem bowiem miękką jeszcze bułkę, a w domu już, na spokojnie, metodycznie zacząłem kręcić kulki z jej miąższu. Takie niby piłeczki, jak dla chlebowych piłkarzyków, gdyby tylko takich uczynił na swe podobieństwo jakiś chlebowy demiurg. Nie twarde niczym ze spiżu, lecz miękkie jak z miękiszu.

Proszę nawet nie czynić aluzji do chlebowych różańców z Dachau. To, o czym właśnie piszę, to słynne w moich kręgach kulbasy. Kulki z bułki. Dobre a tanie. Po dywanie kulane, gwarantują przednią zabawę. Zabawę, która wkrótce stanie się również mojego kota udziałem…

Dodaj komentarz