Szukam ja świadków moralnych upadków

Z patusami to jest tak, że zasłaniają buziaki nawet jak myją zęby, albo ciocia daje całusa, ale jak trzeba założyć maseczkę z powodów epidemiologiczno-sanitarnych, to prędzej już taki jeden kartę w bibliotece założy, albo nogę se za łeb pusty.

No więc w kolejkach do kasy stoją tacy Polacy-Dotracy w supermarketach, w wyciągniętych Emporio Armani skarpetach,  charczą, mlaszczą, kaszlą, w ustach ich Harnaś blenduje się z Taterką, a pani kasjerka mówi, że nie obsłuży, bo nie mają maseczek.

Oni oczywiście, że nie mają maseczek, ale mają konstytucję. Bo wszyscy Polacy-Dotracy znają się dobrze na konstytucji, inflacji, recesji oraz nasturcji.

Ale pani na to, że dzwoni na żandarmerię z uwagi na ich fanaberie.

Przyjeżdżają więc żandarmi, lecz czy wystawiają im mandaty? Oczywiście. Że nie. Każą tylko założyć maseczki albo nogi se za łby puste. A że mają oni honor, wybierają z dumą i wygimnastykowaniem opcję drugą.


I wielce prawdopodobne, że Polacy-Dotracy staliby się symbolem niezłomności oraz gibkości, gdyby nie jeden z obserwatorów, którym byłem ja, nikt inny. Opisałem wiernie całe zdarzenie na Facebooku, wyraźnie zaznaczając, że Polacy-Dotracy wytargali kasjerkę za uszy, ukradli jej aparat na zęby i zaczęli robić nim zdjęcia.

Rozmaite mieli przez to nieprzyjemności, tak jak ich matki w związku z faktem posiadania tego typu dzieci. A wszystko przecież mogło być inaczej. Nie tak to się musiało potoczyć…

Ale życie już takie jest, że możesz zacząć w Winnicy Lidla, a skończyć na Lidla Ryneczku.

Dodaj komentarz