Polskie kino

Wesołe jest życie staruszka – z fotela do łóżka, jak mawia mój dziadek. On nie ma problemu z upływem czasu. Ale polskie kino najwyraźniej tak.

Weźmy takie filmy zza oceanu. W „Przemytniku” z 2018 roku prawie dziewięćdziesięcioletni Clint Eastwood gra prawie-dziewięćdziesięciolatka. I okej, jest mimesis, dzieło sztuki naśladuje naturę. Zdarzają się oczywiście paskudne wyjątki, kurioza, takie jak „Irlandczyk”, gdzie osiemdziesięcioletni De Niro udaje przez jakiś czas czterdziestolatka. No ale ogółem w Ameryce nikomu nie przyszłoby do głowy, aby Kirk Douglas wcielił się w rolę Michaela.

No a u nas? O Santa Polonia. W „Belfrze” dwudziestopięciolatki grają licealistki, w „Bożym Ciele” trzydziestolatkowie udają dwudziestolatków. W “Kamerdynerze” trzydziestolatek Fabijański kończy gimbazę (w realu zaczyna rapować), a osiemdziesięciolatek Gajos idzie na front I wojny światowej (jako piechur, nie mieli czołgów w 1914). Gdyby nasi kręcili film o Adamczyku, to zagrałby go papież.

Dodaj komentarz