Ślepnąc od świateł

Jako rzetelny dziennikarz kulturalny udałem się na zlot fanów serialu Ślepnąc od świateł, najwybitniejszego serialu polskiego od czasów Dekalogu Kieślowskiego. Spotkanie miało się odbyć w sali jadalnej Osiedlowego Klubu JAŁOWIEC w Leśnej Górze. Aby już na wejściu zjednać sobie entuzjastów mocnego kina, ubrałem się all black, bo to podkreśla tajemniczość i doskonały gust, a także wewnętrzne demony.

W klubowej jadalni, gdzie fani sobie siedzieli albo stali, ze zgrozą przekonałem się, że są to bez wyjątku niebezpieczne gbury i do tego łyse. Mimo to próbowałem nawiązać kontakt z kilkoma nich, aby zrozumieć fenomen produkcji HBO. Na próżno. Jeden z moich rozmówców na wszystkie pytania opowiadał tylko coś w stylu: „to do mnie nie tak, nie tak do mnie, do mnie nie tak, tak do mnie”, drugi natomiast: „no i już mi się nie podobasz, nie podobasz mi się, no i już mi się nie podobasz się mnie”. Do trzech razy sztuka, jak mawiał Piotr, zagadałem więc i do trzeciego z fanów, jednak ten zbył mnie monologiem o wódeczce, że wódeczki by się napił, wódeczki, co mnie bardzo zgorszyło, ponieważ miał jakieś 15 lat.

W tle leciało Myslovitz, a fani odbierali to bardzo emocjonalnie, pokrywając w rytm muzyki swe łysiny papą i wciągając tabakę.

Miałem już opuścić zgromadzenie, gdy w tłumie dostrzegłem organizatora z plakietką „organizator”. Miał co prawda kilka włosów na głowie, ale bardzo starał się to zamaskować. Był to człowiek niezwykle serdeczny.

– Czy mogę zadać panu kilka pytań? – zagaiłem.
– Tak, proszę pana, oczywiście, proszę pana – odrzekł z uśmiechem.
– Czy wszyscy fani Ślepnąc od świateł są właśnie tacy?
– 20%, proszę pana.
– Co piąty? – zapytałem z niedowierzaniem
– 30 procent też może być – odparł.
– Chryste Panie, aż 30? – też odparłem.
– I 50%, proszę pana, się znajdzie.

Wyszedłem z klubu w pośpiechu, poprawiając duszący mnie golf. Na zewnątrz policjanci przeszukiwali samochód, bardzo przy tym przeklinając. Na szczęście nie mam prawa jazdy i dotarłem tu na piechotę.

Dodaj komentarz