DOBRY STOMATOLOG, DOBRY COPYWRITER 2

Praca zdalna nauczyła mnie, że należy wstać o ósmej, żeby zacząć robotę o trzynastej. Oraz wielu innych rzeczy, na przykład tego, że dedlajny są walking dead, znaczy ruchome, ale dziś zupełnie nie o tym. Dziś opowiem o swoim dniu pracy, który dla mnie jest bardzo zwykły, dla większości społeczeństwa piękny jednak jak piosenka Taco Hemingwaya z Melą Koteluk.

Zaczynam dzień powoli, wstaje dopiero wtedy, gdy jest to konieczne, aby zapobiec odleżynom i wyrównać ciśnienie śródczaszkowe. Wchodzę na skrzynkę, prawię spadam, czytam mail z pytaniem od klienta, czy na nowej stronie gabinetu powinniśmy pisać Pacjent, czy też pacjent. Zapewniam zdecydowanie, że ja się tym kurwa zajmę i w tekście przesuwam wszystkich Pacjentów na początek zdania. Lata edukacji polonistycznej nauczyły mnie, że to jedyne skuteczne rozwiązanie kwestii wielkich liter.

Dygresja. Za każdym razem, gdy przychodzi zlecenie, wraz z nim ochota na zabiegi pielęgnacyjne. Jestem zadbany i sentymentalny, po kąpieli zawsze zostawiam w wannie pięciogroszówkę, żeby jeszcze tu wrócić.

Kiedy resztki piany rozpuszczą się już w wannie, nie wcześniej, dzwonię do klienta, aby omówić szczegóły najnowszego zlecenia. Pyta, z kim rozmawiam, no to mu mówię, on dziękuję za telefon i oznajmia, że nie może rozmawiać.

A potem przysypiam nad nowym dokumentem. Śni mi się, że na nowej edycji Fame MMA w kategorii wieczna młodość polskiej prozy potykają się Orbitowski z Twardochem. Ten pierwszy reprezentuje styl siłownia i szamańskie bzdury, drugi – kick-boxing oznajmiany. Walkę komentuje Żulczyk. Zauważa, że niezależnie od wyniku walki, serial Głuchnąc od Głuszców odniósł międzynarodowy sukces. Nagrodą dla zwycięzcy jest nowa powieść Małeckiego, pt. „Nic się nie łączy”. Autor zapowiada, że też mógłby zawalczyć, bo chodził na siłownię i biegał.

Budzę się uradowany. Z lepszych snów to tylko te, w których sąsiad się zrujnował.

Wracam do jakiegoś zaległego zlecenia. Tekst do przerobienia, czyli kradzież nie obciążająca sumienia. Uśmiecham się pod łukiem mocnych wąsów jak człowiek prawy.

Kopiuję, zamieniam parę słów i interpunkcję. Stawiam przecinki dość chaotycznie, trochę z premedytacją, trochę z nieumiejętności. Ale jest w tym metoda. Pospiesznie przebiegając po tak naszpikowanym tekście można się wypieprzyć i doświadczyć ekstrakcji zębów. To dobrze, piszemy wszak o dentystach. Zawsze należy walczyć z naturalnym uzębieniem. Zaczynam każdy akapit od “albo”, bo jak chce się coś przyjemnego do internetu napisać, to trzeba zacząć od “albo”, bo jak potwierdzili armeńscy naukowcy, wywołuje to ekstazę mózgu.

W ogóle dbam o to, żeby w tej pogoni za karierą nie zapomnieć o swoim ja moim. Żeby siebie mną pielęgnować. Tak sobie myślę, że może ja się ogolę? Lepiej jednak nie, bo po tym poważnie swędzi twarz, co odwleka pracę o kilka godzin, bo trzeba się drapać oburącz. Zresztą czułem to swędzenie jeszcze zanim pierwszy zarost zakiełkował. To był sygnał ode mnie z przyszłości. To było jak muśnięcie z przyszłości fantomowej starości. A może czas na hobby? Mam trzy: Tomasz Mann, Wojciech Mann i Strongman. Ta ostatnia pasja jest najsilniejsza.

A tu nagle zwrot akcji – gaśnie żarówka. Ilu polonistów potrzeba, aby wymienić żarówkę? Wystarczy jeden, dumny i wysoki jak ja, albo mały, dzielny i na taborecie.

Oświecony, dzwonię znowu do tamtego klienta, pytam go z kim rozmawia, on mówi, że nie może rozmawiać, ja mu dziękuję.

Biorę się za zlecenie z przedwczoraj na ubiegłą zimę. Poszerzenie oferty kliniki dentystycznej o wlewy i zaszywki dla pijaka. To naturalna ścieżka rozwoju każdego gabinetu stomatologicznego. Teksty mają być przyjazne i rodzinne. Bo rodzinna atmosfera panuje. Niepodzielnie. Tworzę:

“Nasza klinika to również zaszycie alkoholika. W trakcie zabiegów panuje komfortowa i rodzinna atmosfera. Twój stary zaszywany. Wlewy witaminowe? Wlej w starego jeszcze więcej troski. Czy zaszywanie alkoholika boli? Ile kosztuje zaszywanie alkoholika? Jeśli kocham to wybaczy. Nie ma róży bez kolców, Twój stary jest pięknym kwiatem”.

Ogółem do pracy mam stosunek przerywany, a ponadto taki, jaki większość społeczeństwa ma do finału WOŚP. Niech będzie, to potrzebne, byle psy nie wybuchały od petard. Robię redakcję innego tekstu. Czytam:

“W centrum naszej praktyki znajduje się zadowolony pacjent”.

To tak piękne, że tego nie zmienię na gorsze. W centrum kliniki znajduje się pacjent. Można przyjść i go obejrzeć. On się tam znajduje. I jest zadowolony. Pewnie jest też serdeczny. Niczego nie będę zmieniał. W takich chwilach czuję się niepotrzebny jak poezja.

Kiedy czuję się bez sensu jak poezja, sprawdzam temperaturę umięśnionego ciała. Pomiaru wynik jak wyrok. 36,6. Widocznie organizm już nie ma sił, by walczy. A w pokoju zimno i duszno. To najgorszy tandem. Boże, jak mogłeś stworzyć coś tak trudnego do pogodzenia i zrozumienia jak zimno i duszno jednocześnie?

Tak jak Piotr się zaparł trzy razy o kura, tak ja trzeci raz wydzwaniam klienta w sprawie omówienia zlecenia. Pyta, z kim tym razem.

– Markiz Mikjut de Kaczle – oznajmiam.
– Czekałem na pana – odpowiada.
– Dziękuję – rzucam w słuchawkę i rzucam słuchawką.

Dodaj komentarz