FAN NA SIŁOWNI

Na siłowni wiatr odnowy wiał.

Zwykłem na siłowni podsłuchiwać silnych ludzi, bo było to tak wyczerpujące, że mogłem po prostu posiedzieć na jakimś stosie żelastwa, a później pójść do szatni z poczuciem, że dałem z siebie wszystko.

Stali wtedy przy ławeczce dwaj gwałtownicy, może nie draby dwa na dwa, czyli wpierdol do kwadratu, jednakże obaj bardziej dyskretny szelest ortalionu niż catering i zapytaj trenera. Nazwijmy ich Jeden i Drugi, bo do tylu to każdy policzy. Tematem ich rozmowy była nowa bieżnia.

Drugi: …no mówię, tryb zabawowy. Wystarczy włączyć przycisk fan jak zabawa.
Jeden: I co to robi?
Drugi: Tak wieje śmiesznie, jakbyś był w życiu. Albo jeszcze inaczej.
Jeden: A ty co robisz?
Drugi: Biegniesz.
Jeden: No i?
Drugi: No i się cieszyć.
Jeden: O skurwysynie.

I zanieśli się śmiechem, a ja pomyślałem o przemijaniu.

Kiedy Jeden i Drugi oddalili się, żeby mieszać sztangą ryż, podszedłem do tej bieżni ze snów, by się bawić, bo na dobrej zabawie czas szybko mija, a ja pragnąłem jak najszybciej ujrzeć, jak moi znajomi zestarzeli się i zbrzydli. Ukończyłem z dobrym wynikiem wiele klas szkoły powszechnej, toteż na panelu sterowania szybko znalazłem przycisk, który rzekomo sprawia uciechy. Podpisany był „FAN”. W języku Szekspira oznacza to wentylator.

Dodaj komentarz