Ciuciu, nadzieja polskiej humanistyki

O kocie dziewczyny przyjaciele domu mówią nie inaczej niż Ciuciu, chociaż zwierzak wabi się zgoła inaczej. Złotowłosy Ciuciu jest towarzyskim i uroczym stworzeniem, z wyłączeniem momentów napadów obłędu, kiedy jego pyszczek oraz postępowanie świadczą – chciałbyś rzec – o fatalnych skutkach nadużywania twardych narkotyków. W swym szale Ciuciu mruży skośne oczy, kładzie uszy po sobie, wypycha z paszczy różowiutki języczek i z uporem odurzonej bestii drapie otaczające go ściany. Próbującemu przywołać go do porządku człowiekowi pogardliwie śmierdzi z papy prosto w twarz. Zresztą Ciuciu potrafi zaśmierdzieć wszystko, między innymi stojącą na parapecie herbatę czy świąteczne czekoladki.

Niekiedy Ciuciu zostaje najsurowszym z krytyków literackich. Zdarza się, że w gniewnym nieopamiętaniu, po próbach wydrapania dziury w panelach, kociamber załatwia się na podłodze. Po fakcie, co jest kocią rzeczą, próbuje swe nieczystości ukryć. W tym celu siada jak sfinks przed regałem z książkami, rozgląda się po tytułach i strąca na ziemię najnudniejszą z pozycji. Łatwo się domyślić, co następuje dalej.

Przed kilkoma dniami Ciuciu zrecenzował powieść „Traktat o łuskaniu fasoli” Wiesława Myśliwskiego.

TVP Kultura, czy jesteście zainteresowani programem „Kuweta literacka”? Formuła jest świeża.

Wygląda na to, że kilku pisarzy trzeba wyjaśnić.

Dodaj komentarz