Buber

Uber dopuszcza do współpracy rocznik 1990.To nie żarty.

Środek nocy, czekamy z dziewczyną pod knajpą na podwózkę. Knajpa była droga i nic specjalnego, znajomi byli jacy byli, to znaczy poszli do diabła i staliśmy pod lokalem sami. Mróz, że łzy zamarzają w oczach i płakać można tylko w głąb siebie; wicher taki, że reklamówki szybują w powietrzu, niczym wyśnione latawce dzieci z dzielnic nędzy.

Czekamy długo. Otaczają nas menele. Śledzimy trasę Ubera. Menele chcą nas pożreć. To lodowi menele, najgorsza frakcja. Ostatnia zapałka zgasła. Świecimy im więc w ślepia telefonami, to na chwilę ich stopuje. Ale baterie coraz słabsze. Na szczęście Uber coraz bliżej, aplikacja pokazuje, że tuż-tuż. Lecz na horyzoncie, tylko wózki ze złomem i tężcem…

Niespodziewanie menele rozstępują się w popłochu, staje przed nami facet pod trzydziestkę, uśmiecha się i mówi, że z Ubera i on nas, kurwa, odprowadzi do domu.

No pięć gwiazdek.

Dodaj komentarz