Hakerzy z Rosji zhakowali mu starego!

 

 

W okresie przedświątecznym stary Bartka przedstawiał taki obraz nędzy i rozpaczy, że impulsywny Bartek postanowił przesłać jego umysł do laptopa Lenovo, a bezużyteczne ciało głowy rodziny podrzucić do szopki betlejemskiej, by oszczędzić gościom niepotrzebnych potknięć.

Z początku matka Bartka miała pewne obiekcje i podchodziła do projektu syna ze zrozumiałymi wątpliwościami. Nie zawsze, prawda, transferuje się świadomość starego do komputera.

– Czy to moralne, tak w Święta transferować ojca? – zapytała.
– To transcendencja – odpowiedział Bartek. – W jednym filmie zrobili tak Johnnym Deppem i zaczął przynosić pieniądze do domu.

Matka została uspokojona i dała Bartkowi swoje błogosławieństwo.

W bożonarodzeniowy poranek stary stał już na drukarce przy biurku, boso, nagimi, zadbanymi stopami dotykał skanera. Bo to już starożytni Grecy twierdzili, że to w stopach zamieszkuje osobowość. Dowiedziono tego w instytucie facet.wp.pl.

Gdy dusza Starego przebyła kablem podróż od urządzenia wielofunkcyjnego HP HWDP do laptopa Lenovo, komputer zakomunikował ukończenie zadania donośnym ty-dy, ty-dy. Ty-dy, ty-dy. Trwało to dość długo to ty-dy, ty-dy. USB dostało pierdolca, rzekłbyś, jeślibyś nie odebrał stosownej lekcji wychowania.

Operacja zakończyła się powodzeniem. Tylko antywirus sam się usunął z dysku, komunikując, że to stanowczo zbyt wiele jak na darmowy okres próbny.

Stary z rozszerzeniem .exe zamieszkał w pustym Nowym Folderze na pulpicie, między ikonką Spotify a koszem. Aby się stary nie nudził, wrzucił Bartek do folderu czyściutkie pliki Excela i Painta, niech sobie tatko powypełnia tabelę, albo pomazia, na co tatku akurat będzie miał ochotę. Po bezwładne ciało Starego leżące obok drukarki zgłosił się wkrótce administrator, który do kościoła miał po drodze, gdyż był hobbystycznie szafarzem.

Minęły Święta, nastał nowy rok, a ze Starego w komputerze pożytek był głównie taki, że przegrzewał procesor. Kiedy więc Bartek stawiał przy komputerze kubek z kawą, ta nigdy nie stygła. Od czasu do czasu wchodził Stary na brzydkie strony, kiedy indziej ściągał jakieś niebezpieczne gówna na dysk twardy. Przerażony chłopiec, po konsultacji z matką, założył więc Staremu blokadę rodzicielską.

Niestety pozbawiony ochrony antywirusowej system, zaśmiecony przez Starego enerdowskimi piosenkami z lat 80. oraz paniami na golasa w cosplayach Stasi z łatwością uległ bolszewickiej zarazie…

Pewnego dnia chłopak otwiera folder ze Starym, a tam Stary spakowany. Jak wtedy, gdy matkę zdradził. Spakowany siedzi w rarze. Zamiast Starego.exe, gładził kursorem Starego.rar… Spakowane również foldery z ojca rachunkami oraz jego maziajami. Ale w folderze było coś jeszcze. Aplikacja merrychristmas.exe. Bartek bez namysłu ją uruchomił.

Na ekranie pojawiła się świąteczna grafika, Mikołaj, katiusze, sierp i młot oraz od cholery choinek. Napisy przypominały krzaki. Przejrzystość contentu 1/10. Normalnymi literami zapisane tylko jedno słowo: bitcoin.

„Ekokrytycy z Bolszewii porwali Starego, żeby zalesiał Syberię”, pomyślał Bartek i zawołał matkę.

– Mamo, o Starym piszą w internecie – rzekł Bartek. – W radzieckim internecie, rzuć no okiem, czy coś z tego rozumiesz…

Matka w ekranie zatopiła wzrok i zaczęła bulgotać.

– Hakerzy z Rosji zhakowali Starego i całe jego jestestwo – odpowiedziała cicho, odczytując poznaną w podstawówce mowę krzaków. – Żądają bitcoinów… inaczej…
– Co inaczej? – zapytał przerażony chłopak.
– Inaczej Sowiety go już nie odrarują.

W domu nie mieli bitcoinów, mieli tylko okazjonalne dwuzłotówki z papieżami. Monety były cztery: Jan Paweł I, Jan Paweł II, Jan Paweł III i Benedykt XVI. Na nic one, ponieważ w Rosji papieży nie uznają. Bartek pożałował, że nie umieścił starego w chmurze. Ale była to po części wina matki, która zarzucała mu zupełny brak polotu.

„Zrarowali mi Starego. Skurwysyny. Starego mi zrarowali”, powtarzał w myślach chłopak. Włączył i wyłączył komputer, ale nic to nie dało poza kryzysem w elektrowni atomowej w Gąskach. Jeszcze tego samego dnia udał się z laptopem do serwisu, a tam zblazowany informatyk po technikum kalkulatorowym oznajmił, że nie jest w stanie pomóc. Zasugerował, żeby Starego na torrentach poszukać, bo Ruscy Hakerzy czasem, dla zabawy, torrentują porwanych starych. Bartek wolał nie bawić się w torrenty, bo za torrenty, jak wiadomo, kryminał i Bereza Kartuska.

Udał się więc chłopak do ambasady Rosji przy ulicy Belwederskiej 49 w Warszawie. Uprzejmy ambasador po dziewięćdziesiątce i kilku setkach wzruszał bezradnie ramionami, w końcu, gdy chłopak zaoferował Federacji Rosyjskiej Suwalszczyznę oraz Polesie, urzędnik zgodził się wysłać komandosów Specnazu do terrorystycznej serwerowni na Kamczatce. Bartek zgłosić się miał po Starego za tydzień.

No i zgłosił się zaraz po Trzech Króli. Tego dnia programy śniadaniowe podały, że T-90, ruskie czołgi podstawowe, wjechały na wschodnie rubieże kraju, aby chronić autochtonów przed zrarowaniem. Wszyscy odetchnęli z ulgą i pościągali WinZipy. Bartek natomiast powrócił do swego Zdunowa Jaśniepańskiego z pendrive’em wypełnionym Starym.

Gdy podłączył dysk przenośny do komputera, gniazdo USB dostało wiadomo czego. Były to jakby fanfary na cześć starego. Aż się matka wzruszyła.

Chłopiec otwiera Nowoje Folderowoje, dostrzega aplikację Staruszka.exe. Uruchamia, ekran gaśnie, po chwili rozbłyska barwami szczęścia. Ze złota i czerwieni wyłania się animowana postać Starego, przepuszczona przez pryzmat ruskich kreskówek. Starego dobrego jak czarnoziem. Chmurka wydobywa się ze Starego japiszcza. A w niej literki. Dobre, nasze, łacińskie. Oto Stary nawiązuje kontakt z rodziną: „Bartku, nie jestem twoim starym. Jestem ostatnim z Romanowów, dostępnym również na urządzenia mobilne, potrzebuję bitcoinów, aby przywrócić carat.”.

„Kurrr…”, pomyślał Bartek. Poczuł, jak pęka mu serce.

Dodaj komentarz