Śmierć humanisty

Humanista spędzał sylwestra sam jak palec, w obskurnej kawalarce, za którą nikt nawet nie chciał pobierać czynszu. Karmiony żalem kot  padł ze zgryzoty drugie dnia Świąt. Choinka uschła przed rokiem.

Chłopak gnił w swym odosobnieniu, bo wykształceni na uniwersytetach nie mają już drugiej szansy na ziemi.

Rodzice adoptowali ścisłowca.

Bóg, jak to Bóg, i tym razem nie odpowiedział na zaproszenie.

Humanista włączył cichą muzykę typu indie, nalał sobie szklankę wódki smakowej i uronił łzy rzęsiste na młodość dumną i durną.

Życie próbowało swatać go ze śmiercią, lecz nawet ta nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Rozpaczliwie szukał jej w wielu miejscach, ostatnim razem w Tesco, gdzie planował zaharować się na śmierć. Niestety okazało się, że wszystkie kasy są automatyczne w związku z XXI wiekiem, zatem zatrudniają już tylko inżynierów.

Nieco wcześniej chciał zapisać się na kolejny nic niewarty kierunek studiów, lecz nie przyjęli go z obawy, że jeżeli skończy wszystkie studia humanistyczne, będzie w stanie udowodnić,  iż uczy się na nich dokładnie tego samego, czyli niczego.

Przykłady podobnego poniżenia mógłby chłopak mnożyć, gdyby tylko zaraz po maturze nie zapomniał, jak się to robi.

Z frustracji zrodziły się uzależnienia. Humanista przechodził swoje załamania bardzo intensywnie, przechodził dosłownie, włócząc się bez celu, bo narkotyki niszczą ludzi, ale tworzą przybłędy. Codziennie mijał Szpital Dzieciątka Jezus myśląc, iż niektórzy nigdy nie dorastają. Ile dałby, by znowu być dzieckiem. Ile daliby inni, by w końcu przestał nim być.

Dochodziła dwudziesta trzecia. Zza ściany dobiegały odgłosy dobrej zabawy. Pijany Humanista ogarniał wzrokiem regały zawalone książkami. Czego to on nie czytał? Na przykład czegoś, co pokazałoby mu, że literatura jest zbiorem pięknych obietnic bez pokrycia.

W poszukiwaniu życiowej drogi Humanista zdał się wyznaczane przez literatów wzorce. Pokochał Hłaskę, postanowił również jeździć ciężarówkami, gdyż męskie to i praktyczne. Jednak już na placu manewrowym spowodował katastrofę komunikacyjną ze skutkiem śmiertelnym – rozjechał słupek, który okazał się być jego kolegą ze studiów w pluszowym kostiumie. Instruktor podziękował, bo taki słupek, który nieustannie gada o zaangażowanym kinie studyjnym, tylko peszy kursantów.

Następnie próbował Humanista w ślad za idolem szukać ukojenia w barbituranach, lecz w aptece sprzedali mu tylko Nervodol. Nervodol Complex, bo farmaceuta z miejsca dostrzegł jego zaniżoną samoocenę. Zjadł zatem chłopak całe opakowanie jeszcze w tramwaju, zasnął,  a że bilet miał na dziesięć minut, dostał mandat, po chwili zasnął znowu, dostał drugi. Za trzecim razem chciał ubiec kanara odbierając sobie życie, dostał zatem mandat trzeci za usiłowanie popełnienia czynu w tramwaju niedopuszczalnego.

Humanista, skołowany i rozpalony wodą ognistą, w głowie miał już helikopter w ogniu. Wspominał  namiętnie kobiety z przeszłości. Ciekawe, co u Magdy i Uli. Pewnie nic, bo nigdy one nie istniały.

Wybuchy petard ogłosiły nadejście nowego roku niepowodzeń. Chłopak zadrżał. Przypomniał sobie kundla Sapera, którego w dzieciństwie wpędził do dołu w  zmarzniętej ziemi, kiedy pamiętnego sylwestra 2005 roku zajął jego bezpieczny kąt w wyciszonej kotłowni. Gdy opuścił schronienie, gdzieś w okolicach Trzech Króli, pies był już nie do odratowania. Od tej pory szlochał nawet na widok reklamy hot dogów, mimowolnie przypominając sobie lodowatą obojętność Sapera.

Rozważania Humanisty nieoczekiwanie przerwał dzwonek do drzwi.

Porwał się z fotela, przekonany, że oto w końcu Otchłań nadeszła, jego wyczekiwana oblubienica. Koniec jest najsłodszym z możliwych początków roku.

Lecz nie. Byli to Świadkowie Jehowy.

Przyszli z propozycją życia wiecznego.

Dodaj komentarz