Free torrent dożywocie

Pech sprawił, że Dawid, nieposiadający nawet prawa jazdy i wiedzący o samochodach tyle, że zabijają księżniczki i aktorów, pożegnał się z wolnością przez zmyślone perypetie wymyślonych ludzi z Wydziału Ruchu Drogowego.

Cela była ciasna i ciemna, czteroosobowa. Trzej lokatorzy nie zareagowali na jego przybycie, on nie zareagował na ich obojętność.

Leżąc na swej pryczy, wpatrywał się w pryczę nad nim, która stanowiła mu sufit; sprężynujący i opadający dach świata. Zastanawiał się, w jaki sposób nowi towarzysze niedoli pozbawią go godności, jeśli takową, mimo przekonań oskarżyciela, jeszcze posiadał.

Gdy  ucichły dochodzące z korytarza ciężkie kroki gada, przy jego barłogu wyrosła kanciasta postać osiłka, który bezszelestnie zwlókł się ze swojej koi i zakradł do chłopaka. Zakapior pozbawiony owłosienia i sumienia. Koleś dwa na dwa, wpierdol  do kwadratu. Prawdziwy okrutnik.

– Grypsujesz? – zapytał i widząc, iż Dawid chce wstać, dodał z wrodzonej nieuprzejmości: –  Leż, kurwa, jak do ciebie mówię!

– Seeduję – wyszeptał Dawid, bo była to jedyna kmina, którą opanował w jakimś tam stopniu.

Łysy  drgnął na dźwięk tego obcobrzmiącego słowa. Zastanawiał się, czy świeżak przypadkiem nie obraził jego matki. Postanowił jednak wstrzymać się ze skakaniem po głowie  przybysza do czasu zakończenia weryfikacji. Póki co musiał go uciszyć, aby zmniejszyć ryzyko ponownego znieważenia. Uciszyć argumentem ad konfidentum.

– A kto ci się pozwolił odzywać, świeżak? – wrzasnął. – Może ty pies jesteś, że tyle szczekasz?

Dawid milczał, by nie prowokować mową. Z obawy przed Łysym wyparłby się nawet swego człowieczeństwa. Ale psem akurat nie był.

– Poka kalkę, młody – rozkazał.

Dawid ulegle wyciągnął dłoń. Spuścił wzrok, nie chciał urągać wzrokowo.

Kark nachylił się ku chłopakowi, by przyjrzeć się sinoniebieskiej dziarze między kciukiem a palcem wskazującym. Zmarszczyłby brwi, ale nie miał brwi, więc zmarszczył jeno czoło.  Przedmiot wyglądał znajomo. Posiadała go jego matka, podobnie jak włosy. W  jej delikatnych dłoniach przedmiot ożywał i wydawał siebie niepokojące odgłosy.

„Ale jaka to profesja? Taki świeżak, a już ma dziarę? Może jakiś rangowy, tyle że młody? Przedmiot, włosy i fach, jak to, do chuja, połączyć? Może jeszcze matka? Nie, matki w to nie mieszam”.

Paker przejechał dłonią tam, gdzie powinna być czupryna, a ostała się tylko ciemna tarka. Potarł melodyjnie szorstką powierzchnię i krzyknął:

– O kurwa, chłopaki, mamy „fryzjera” pod celą!

Zapadła gęsta kryminalna cisza. Z pryczy nad  legowiskiem Dawida zeskoczył chudy, zaniedbany mężczyzna i stanął obok łysego. Wyglądał jak  uosobienie  strajku głodowego w stoczni. Spojrzenie jego było jak głód przykre.  „Zabójczy jak brzoza, brodaty jak koza” – pomyślał Dawid, bo zanim wpakował się kłopoty z prawem, próbował być najlepszym raperem w kraju.

– A co robi „fryzjer”? – zapytał nieśmiało Brodacz, nie kojarząc tej fuchy

– No…  –  łysy nerwowo ścierał naskórek palców o czubek czaszki – opierdala ludzi?

Brodaty kiwał bezrozumnie głową, intensywnie, jakby próbował pozbyć się łupieżu.

– Ale jakaś dziwna ta suszarka –  zauważył nieśmiało. – Znaczona jakby.

Łysy przytaknął, a na jego skroniach pojawiły się pulsujące żyły.

– To swój czy farmazon? – rzucił Łysy, bo myślał dość zero–jedynkowo.

– Wydaje mi się, że widziałem kiedyś chartów z takimi suszarkami przy głównej.

– A co oni, kurwa, głowy myli? – spytał Łysy.

Brodacz tylko westchnął z rezygnacją.

– Pokażcie no – odezwał się trzeci więzień, który do tej pory siedział przy zastawionym paczkami kiepskich szlugów stoliku i nie zwracał na Dawida uwagi.

Podniósł się niespiesznie i ruszył w stronę pryczy nowego kajdaniarza. Brodacz i Łysy pokornie zeszli mu z drogi.  Gdy mężczyzna stanął nad zastygłym ze strachu Dawidem, spojrzał na jego  brzydki tatuaż i uśmiechnął się ze zrozumieniem. Dawid  odruchowo zaczerpnął tchy, czego wkrótce pożałował, bo zaduch panował, kurwa, nieziemski.

– Kretyni,  swojego nie poznaliście. – powiedział . – Chłopak garuje za „Drogówkę”. Ma tupet, z takim to można filmy kraść! A ty, Łysy, nie sadź się tak na młodego. Tu nie ma znaczenia kim byłeś, tylko to, za co cię przymknęli.

Pewnego sobotniego wieczoru Łysy, zamiast iść na robotę, ściągnął z sieci polską komedię, by wprawić w pogodny nastrój swą Pati. Polską, bo nie trzeba było czytać,  a że był człowiekiem czynu, od czytania zdecydowanie wolał strzelanie i uderzanie.

Kilka miesięcy później do mieszkania zakapiora wparowali z impetem i drzwiami antyterroryści oraz komandosi Obrony Terytorialnej. Zostawili znalezione torby z narkotykami, maczetę  i karabin maszynowy.  Zarekwirowali za to dyski twarde.

Lecz Dawid o tym nie wiedział. Nie zastanawiał się nad przeszłością Łysego, tylko z wdzięcznością przyglądał się swemu protektorowi, torrentowemu recydywiście.

Natychmiast rozpoznał wąsatą facjatę zdobiącą wielki jak strusie jajo biceps mężczyzny. Nie był przesadnie spostrzegawczy, po prostu postać tę znał chyba każdy w kraju – niegdyś numer dwa po papieżu, aktualnie numer jeden w świecie memów.

Dla Dawida istotne było wyłącznie to, że o wytatuowanym na zbójnickiej łapie mężczyźnie również powstał film. Film o wolności, żeby było śmieszniej.

Polskimi filmami piekło wybrukowane.

Dodaj komentarz